|
Pytania do EWY MAURER, producentki soków
Kolorowe „Soki Maurera" w szklanych butelkach
pięknie prezentują się na targach i kiermaszach
rolno-spożywczych, coraz częściej pojawiają się na
stołach biesiadnicków nie tylko na południu Polski,
docierała również do stolicy i w inne regiony kraju.
W czym tkwi ich siła?
- Są to naturalne soki ekologiczne wytwarzane z
owoców skupowanych od sadowników z okolic Łącka,
którzy w większość! posiadają certyfikaty jakości na
uprawiane w sadach jabłka, gruszki, śliwy, owoce
jagodowe. Takim producentom płacimy nieco wyższe
ceny skupu niż tym, którzy certyfikatów nie mają.
Cześć owoców pochodzi również z naszych własnych
sadów; jabłoniowego o powierzchni pięciu hektarów i
mniejszego z posadzonymi gruszami, dla których my
sami uzyskaliśmy certyfikat Integrowanej Produkcji
Owoców. Gwarantuje on, że w Soku Maurera nie ma
pozostałości środków ochrony roślin, azotanów czy
metali ciężkich.
Czyste środowisko, specyficzny mikroklimat i duże
nasłonecznienie, a także ekologiczny sposób
prowadzenia sadów wpływają na smak i wartości
odżywcze owoców zbieranych w regionie nowosądeckim.
Sok i nich wyciśnięty jest aromatyczny, smaczny,
zawiera naturalne witaminy, pektyny, sole mineralne,
błonnik. Nie jest niczym konserwowany, nie dodajemy
do niego wody ani cukru, tylko pasteryzujemy. Jeżeli
sok z czarnych porzeczek, aronii czy malin jest zbyt
kwaśny, wówczas mieszamy go z sokiem jabłkowym, żeby
stał się łagodniejszy w smaku.
Skąd bierzecie państwo receptury?
- W naszej przetwórni wykorzystujemy stare przepisy
przekazywane od pokoleń w rodzinie mojej t męża
Krzysztofa. Moszcz wyciskamy ze zdrowych i świeżych
owoców w tradycyjnej prasie, zakupionej kilka lat
temu z upadającej starej winiarni w Nowym Sączu.
Czy łatwo było państwu podjąć decyzję o
uruchomieniu wytwórni soków?
- To był pomysł męża jeszcze z czasów, gdy oboje
studiowaliśmy na wydziale ogrodniczym Akademii
Rolniczej w Krakowie. W trakcie uczelnianego wyjazdu
do Austrii zwiedziliśmy tamtejsze gospodarstwa
sadownicze, przy których działały niewielkie
przetwórnie soków owocowych, sprzedawanych
bezpośrednio na miejscu, a także w większych
miastach. Gdy po studiach powróciliśmy w nasze
rodzinne strony i zamieszkaliśmy w Zarzeczu pod
Łąckiem, najpierw prowadziliśmy tradycyjne
gospodarstwo rolne. Zdarzało się jednak, że jabłek i
gruszek z naszego sadu nie mogliśmy nigdzie
sprzedać. Po jakimś czasie zdecydowaliśmy się
uruchomić przetwórstwo owoców. Dziś tłoczymy soki
jabłkowe, gruszkowe, wiśniowe, truskawkowe,
porzeczkowe, nie rozcieńczone i nie klarowane, a
wiec najzdrowsze.
I jest na nie duży popyt?
- Staramy się dotrzeć z ofertą do jak najszerszego
kręgu odbiorców. Nasze soki są droższe niż popularne
sprzedawane w kartonach, bo też ich jakość i walory
odżywcze są nieporównywalne. Przede wszystkim
trafiają do sklepów z tzw. zdrową żywnością, a także
do sieci delikatesów w Krakowie i w Warszawie.
Staramy się promować „Soki Maureta" na regionalnych
targach rolno-spożywczych, a także na
Międzynarodowych Targach POLA-GRA FARM, stąd nasza
obecność podczas tegorocznej edycji w Pawilonie
Produktów Regionalnych i Lokalnych. Jesteśmy w
Poznaniu już po raz trzeci.
I odnosicie sukcesy!
- Bardzo nas to cieszy. W zeszłym roku właśnie na
PÓ-LAGRZE .Sok Maurera z Łącka" otrzymał nagrodę
Perlą 2004 za najlepszy polski produkt regionalny w
konkursie Nasze Kulinarne Dziedzictwo. W tym samym
roku na Targach Zdrowego Życia i Żywności „ECOLIFE"
uznano nasze łąckie soki owocowe tłoczone na zimno
za specjał regionalny.
Jesteście firmą rodzinną, czy to ułatwia, czy
raczej ogranicza rozwój przedsiębiorstwa?
- Rzeczywiście, na razie na sukces pracuje cała
nasza rodzina, lecz sądzę, że wraz z rozwojem
wytwórni zatrudnimy dodatkowych pracowników. Myślę,
że nie będzie problemu ze znalezieniem chętnych,
ponieważ wielu mieszkańców w mojej gminie szuka
stałej pracy.
Rozmawiała:
Grażyna Kanlewska
Fot. autorka
|